Na Jurze wraca temat, który trudno sprowadzić wyłącznie do geologii, koncesji i tabel z zasobami. W rejonie Zawiercia trwa postępowanie dotyczące możliwości uznania złóż rud cynku i ołowiu za strategiczne. W Myszkowie coraz głośniej mówi się o wolframie, molibdenie i miedzi oraz o współpracy spółek Permia z amerykańskim partnerem. W obu przypadkach stawką nie są jednak tylko surowce. To również pytanie o wodę, środowisko, krajobraz Jury i o to, jak daleko region powinien iść w stronę przemysłowego wykorzystania tego, co znajduje się pod ziemią.
W powiecie zawierciańskim emocje są szczególnie silne. Od miesięcy mieszkańcy, samorządy i organizacje społeczne sprzeciwiają się możliwości uznania złóż „Zawiercie 1” i „Zawiercie 3” za strategiczne. Sprawa była wielokrotnie podnoszona w Sejmie, a w interpelacjach i zapytaniach poselskich wskazywano m.in. na kwestie przejrzystości postępowań, dostępu do materiałów eksperckich oraz możliwy wpływ przyszłej działalności wydobywczej na wodę, zabudowę, rolnictwo, turystykę i jakość życia mieszkańców.
Samorząd Zawiercia także od dawna zajmuje krytyczne stanowisko wobec takiego kierunku. Rada Miejska wyrażała sprzeciw wobec uznania złóż za strategiczne, a miejskie dokumenty wskazują na obawy związane m.in. z bezpieczeństwem zabudowy, możliwością osiadania gruntu oraz wpływem na zasoby wodne.
Ważne jest jednak jedno zastrzeżenie: uznanie złoża za strategiczne nie oznacza automatycznie zgody na budowę kopalni. Ministerstwo Klimatu i Środowiska podkreśla, że taki status służy przede wszystkim ochronie złoża w planowaniu przestrzennym i nie jest równoznaczny z decyzją o rozpoczęciu wydobycia.
To rozróżnienie jest kluczowe także w Myszkowie. Tam sytuacja wygląda inaczej, ale budzi podobne pytania. W rejonie Myszkowa od lat znane są złoża rud molibdenowo-wolframowo-miedziowych. W 2026 roku wrócił temat ich dalszego rozpoznania, a spółki Permia rozpoczęły współpracę z amerykańską M2i Global. Porozumienie ma dotyczyć oceny potencjału geologicznego, technicznego, środowiskowego i ekonomicznego projektu, a także możliwości włączenia surowców z Myszkowa do bezpiecznych łańcuchów dostaw państw sojuszniczych.
Brzmi poważnie i strategicznie. Wolfram, molibden i miedź rzeczywiście mają dziś ogromne znaczenie dla przemysłu, energetyki, nowych technologii i obronności. Ale z lokalnej perspektywy równie ważne jest pytanie: co ewentualny rozwój projektu oznaczałby dla miejsca, w którym miałby być realizowany?
I tu wracamy do wody. W powiecie myszkowskim jednym z najczęściej podnoszonych tematów jest Główny Zbiornik Wód Podziemnych nr 327 Lubliniec–Myszków. Obawy dotyczą tego, czy intensywne badania, odwierty, a w dalszej perspektywie ewentualna eksploatacja mogłyby wpłynąć na stosunki wodne i bezpieczeństwo zasobów wody pitnej. Ten wątek pojawiał się również w interpelacjach poselskich dotyczących planów rozpoznania złóż.
To nie jest drobny szczegół techniczny. Woda na Jurze jest zasobem, którego nie da się łatwo zastąpić. W regionie opartym na systemach krasowych, wodach podziemnych i delikatnych zależnościach geologicznych każda ingerencja wymaga szczególnej ostrożności. Dlatego pytania mieszkańców o GZWP 327 nie są przesadą ani przejawem niechęci do rozwoju. Są po prostu pytaniami o podstawowe bezpieczeństwo.
Jest też drugi wymiar tej historii: krajobraz. Jura Krakowsko-Częstochowska nie jest zwykłym obszarem przemysłowym. To region budowany przez dziesięciolecia wokół przyrody, wapiennych ostańców, lasów, zamków, szlaków pieszych i rowerowych. Szlak Orlich Gniazd, Bobolice, Mirów, Olsztyn, Ogrodzieniec, Rzędkowice czy Skały Kroczyckie nie są tylko punktami na mapie. To część tożsamości regionu i jego najważniejszego potencjału turystycznego.
Dlatego każda rozmowa o kopalni albo nawet o długofalowym otwieraniu drogi do wydobycia musi uwzględniać nie tylko pytanie: „ile surowców jest pod ziemią?”, ale też: „co możemy stracić na powierzchni?”
Można oczywiście argumentować, że nowoczesne górnictwo różni się od tego sprzed kilkudziesięciu lat, że istnieją nowe technologie, systemy monitoringu i bardziej rygorystyczne normy środowiskowe. To prawda. Ale właśnie dlatego potrzebne są nie deklaracje, lecz twarde dane. Jeżeli inwestorzy chcą przekonywać mieszkańców Myszkowa czy Zawiercia, powinni zacząć od pokazania, w jaki sposób zamierzają chronić wodę, krajobraz i lokalną infrastrukturę.
Szczególnie w Myszkowie sytuacja staje się dziś ciekawa z jeszcze jednego powodu. Włączenie amerykańskiego partnera pokazuje, że projekt zaczyna być rozpatrywany w dużo szerszym, międzynarodowym kontekście. Dla firm to może być szansa na pozyskanie know-how, kapitału i partnerów. Dla mieszkańców oznacza to jednak również, że lokalny temat może szybko wejść na poziom dużych interesów gospodarczych i geopolitycznych.
Właśnie dlatego głos mieszkańców powinien być słyszalny równie mocno jak głos inwestorów i instytucji państwowych.
Na dziś ani w rejonie Myszkowa, ani w rejonie Zawiercia nie ma przesądzonej decyzji o budowie kopalni. To najważniejsza informacja. Są postępowania, analizy, projekty badawcze, rozmowy o statusie strategicznym złóż i współpraca z partnerami zagranicznymi. Ale droga od rozpoznania złoża do faktycznej eksploatacji jest długa i wymaga wielu kolejnych decyzji, ocen i zgód.
I może właśnie teraz jest najlepszy moment na poważną rozmowę o tym, jakiego rozwoju chce Jura. Bo surowce pod ziemią mogą mieć wartość strategiczną. Ale strategiczna jest także woda. Strategiczny jest krajobraz. Strategiczna jest turystyka. I strategiczne jest zaufanie mieszkańców do decyzji podejmowanych ponad ich głowami.


